Archiwa tagu: Czerw

Walka z Varroa destructor

Witam, dzisiaj wpis o tym jak walczyłem ze szkodnikiem Varroa destructor. Niestetyz powodu dużej awarii komputera utraciłem całą zawartość dysku twardego, w tym zdjęcia, które robiłem w pasiece :( . Po długiej walce część danych została odzyskana, w tym tylko dwa zdjęcia, które zrobiłem walcząc z Varroa destructor.

Każdy, kto zaczyna interesować się pszczelarstwem i zbiera informacje na ten temat, czy to przeglądając internet, czy też z literatury, po krótkim czasie dostrzega, jak dużo treści powstaje na temat walki (bo jest to walka o życie rodzin pszczelich) pszczelarzy
z pajęczakiem, którego nazwa to Varroa destructor.

Varroa destructor – to pochodzący z Azji pajęczak, który jest pasożytem pszczoły miodnej, samice varroa destructor żywią się hemolimfą pszczół. Jest szkodnikiem rodzin pszczelich, może nawet spowodować zniszczenie całej rodziny pszczelej. Varroa destructor jest głównym czynnikiem zachorowań rodzin pszczelich na chorobę zwaną warroza. Pajęczak ten dodatkowo przenosi wiele wirusów powodujących inne choroby
u pszczół.

Warroza – jest najbardziej rozpowszechnioną chorobą zakaźną czerwiu i owadów dorosłych. Choroba ta powstaje na skutek odżywiania się roztoczy Varroa destructor hemolimfą pszczół. Powoduje to liczne zaburzenia w pracy organizmu pszczoły, przez to pszczoła porażona warrozą żyje krócej (nawet o połowę), jest słabsza i mniejsza od zdrowej pszczoły. Pszczoła, na której w stadium larwy żerowały Varroa destructor często po wygryzieniu z komórki jest zdeformowana i ma niedorozwój skrzydeł. Większa ilość pajęczaka żerująca na larwie (powyżej 6 sztuk na larwę) powoduje jej śmierć.

Jest kilka sposobów jakie pszczelarze stosują, aby jak najbardziej ograniczyć ilość tych pasożytów w rodzinach pszczelich (całkowite wyeliminowanie jest już chyba niemożliwe). W Polsce najpopularniejsze to odymianie pszczół i gniazda pszczelego za pomocą tabletek apiwarolu (substancją czynną działającą na varroa destructor jest amitraza),
a także odparowywanie w gnieździe kwasów: mrówkowego bądź szczawiowego. Pewne efekty przynosi też stosowanie tak zwanej ramki pracy i wycinanie z niej czerwiu trutowego, o tym sposobie napiszę więcej w przyszłym sezonie, ponieważ mam zamiar go zastosować.

Ja po przeczytaniu wielu informacji na temat walki z tym pasożytem, zdecydowałem się na użycie kwasu mrówkowego + od przyszłego sezonu będę stosował ramkę pracy.

Zdecydowałem się na kwas mrówkowy ponieważ jest to substancja organiczna,
w ilościach śladowych występuje nawet w miodzie, szybko się ulatnia i nie pozostawia śladów w ulu. Jest to substancja skuteczna w walce z varroa destructor, poraża nawet pasożyty znajdujące się razem z larwą w zasklepionej komórce plastra. Varroa destructor prawdopodobnie nie może uodpornić się na działanie kwasu (w przeciwieństwie do najbardziej popularnej amitrazy, takie informacje znalazłem w internecie), nie jest szkodliwa dla pszczół w takim sensie, że obecność kwasu mrówkowego nie wpływa na zdrowie pszczół, ale niestety może mieć wpływ na ich zachowanie. Kwas mrówkowy dodatkowo jest dość tani. Oczywiście zastosowanie kwasu ma również swoje minusy, jest to substancja żrąca, więc w czasie jego stosowania trzeba zachować SZCZEGÓLNĄ OSTROŻNOŚĆ i może, jak już pisałem, wpływać na zachowanie pszczół.

Kwas mrówkowy o stężeniu 85% kupiłem za 24 zł w sklepie pszczelarskim. Kwas podałem do uli trzy razy, kwas był podawany we wrześniu co mniej więcej tydzień. Pierwsze dawka kwasu była niewielka i wynosiła 1 ml na ramkę, chciałem zobaczyć, jak zareagują pszczoły na kwas więc na początek postanowiłem być ostrożny. Kwas podawałem na otwartej dennicy. Pszczoły zachowywały się spokojnie, więc dwie kolejne dawki były po 2 ml na ramkę. Kwas podawałem na zwykłą ściereczkę kupioną  w Lidlu, ściereczkę położyłem na kartonie na górze ramek, na czas podawania kwasu mrówkowego wyjąłem z uli powałki. Ze względu na żrące właściwości kwasu, wszystko starałem się robić ostrożnie i szybko, na ręce założyłem oczywiście rękawiczki gumowe, dodatkowo miałem maskę na twarzy
i gogle na oczach, wszystko po to, aby uniknąć oparzeń kwasem i jego oparami. Podając kwas mrówkowy nie zauważyłem żadnych niepokojących zachowań u pszczół. Oczywiście żeby ocenić czy kwas działa i czy jest osyp pasożyta na dennice położyłem biały papier, po zabiegach na papierze było widać, że działa. Poniżej zdjęcia, które pozostały z walki z Varroa destructor.

 

Kwas mrówkowy + maska i gogle.

Kwas mrówkowy

Ściereczka, na którą wylałem kwas.

2014-09-29 11.16.13

Podanie kwasu mrówkowego, po karmieniu rodzin na zimę, było ostatnim zadaniem jakie wykonałem przy moich pszczelich rodzinach.

Następny wpis będzie o oblocie pszczół, który udało mi się zobaczyć, a nawet nagrać 14 lutego :)

Pierwszy przegląd i pierwszy (DUŻY) problem.

Po paru dniach od przywiezienia odkładów przyszedł czas na pierwszy przegląd moich pszczelich rodzin. Przegląd robi się głównie po to, by sprawdzić, czy w rodzinach są matki i składają jaja. Do uli zaglądałem około godziny 11:00, o tej porze dużo pszczół znajduje się poza ulem, zbierają nektar i pyłek, więc łatwiej wśród pszczół, które zostały dojrzeć matkę.

Przegląd zacząłem od obserwacji pszczół przed wylotkami, było widać, że pszczoły noszą pyłek, miały takie charakterystyczne kolorowe kuleczki przyczepione do tylnych odnóży. Dwie pierwsze rodziny, do których zajrzałem radziły sobie dobrze, bez trudu odnalazłem matki (matki były znaczone) . Jedna z rodzin zaczęła już odbudowywać węzę na ramkach, na plastrach było widać nakrop czyli nektar przyniesiony przez pszczoły robotnice do ula, w komórkach plastrów było widać też jaja – czyli matki czerwią.

Gdy zajrzałem do kolejnej rodziny zamurowało mnie, na 2 lub 3 plastrze, który podniosłem były tzw. mateczniki ratunkowe, na kolejnym plastrze pszczoły też już zaczynały budować mateczniki. Powód mógł być tylko jeden – matki nie było w rodzinie i pszczoły zaczęły szykować się do samodzielnego wychowania sobie matki.

3 mateczniki na plastrze

Mateczniki

Mateczniki – jest to komórka na plastrze służąca do wychowania nowej matki. Jest charakterystyczna, ponieważ jest znacznie większa od innych komórek. W zależności od tego, w jakich okolicznościach powstaje matecznik, mówi się o:
mateczniku rojowym: pojawiają się w momencie, kiedy rodzina wchodzi w nastrój rojowy, czyli ma zamiar podzielić się. Mateczniki rojowe są robione przez pszczoły mimo obecności matki w rodzinie
mateczniku cichej wymiany: pszczoły budują takie mateczniki w celu wymiany matki na nową, przyczyną może być wiek dotychczasowej matki lub uszkodzenie jej ciała
mateczniku ratunkowym: jest budowany w celu wychowania nowej matki ratunkowej,
w momencie kiedy rodzina traci dotychczasową matkę.

Nie będę zaprzeczał, że cała sytuacja trochę mnie zestresowała. Przejrzałem dokładnie
(2 razy) każdy plaster w tej rodzinie i niestety matki nie było. Co mogło być powodem jej nieobecności? Mogło się zdarzyć, że przy przekładaniu ramek z pszczołami z transportówki do ula przygniotłem matkę, mogło też być tak, że pszczoły zestresowane podróżą okłębiły matkę i ona się udusiła. Różnie mogło być, fakt jest jeden matki nie ma
i trzeba sobie z tym poradzić.

Mateczniki na plastrach

Mateczniki

Co robić w takich przypadkach? Zawsze można pozostawić mateczniki lub 1 matecznik,
z którego po paru dniach wygryzłaby się nowa matka, matka następnie zostałaby zapłodniona przez trutnie i zaczęłaby składać jaja – trwałoby to jednak 2-3 tygodnie. Przy kupowaniu odkładów dostałem zapewnienie od sprzedającego mi je pszczelarza, że jakby się coś działo niepokojącego, to śmiało mogę do niego dzwonić. I tak właśnie zrobiłem, Krzysiek obiecał mi, że da mi nową unasienioną matkę, czyli taką, która już czerwi. Jest to drugi sposób na poradzenie sobie z takim problemem – podać nową matkę. I takim sposobem czekała mnie kolejna wyprawa pod Staszów po nową matkę.

4 rodzina była w porządku, matka składała jaja, robotnice zabrały się za odbudowę węzy w ramkach i znosiły nektar i pyłek do ula :)